środa, 22 sierpnia 2012

śmiercionośny sen.


dwa miesiące później.
wiele się wydarzyło. naprawdę wiele. Martyna jest w ciąży, istna wpadka, ale oboje z Louisem są szczęśliwi. jednak nikt się nie spodziewał, że Louis tak szybko dorośnie, zacznie myśleć o przyszłości. Niestety jest także minus - Eleanor. Dalej nie daje nam spokoju. Nachodzi nas, wysyła smsy z pogróżkami do mnie, do Harrego a nawet do Nialla, który tak naprawdę nic jej nie zrobił. Nienawidzę tej dziewczyny całym sercem, czy tak trudno zrozumieć, że Louis się zakochał, że w końcu przejrzał, że to Martyna jest osobą, z którą powinien dzielić życie. Przecież ona jest taka idealna wręcz, miła, z każdym potrafi się dogadać, nie wyrzuca milionów z konta Louisa w błoto, a Eleanor? Na pewno pamiętacie, że każde zdjęcie zrobione przez paparazzi było w centrum handlowym, pod centrum handlowym, z torbami czy przy bankomacie. Louis to zrozumiał dzięki jakiejś dziewczynie, które wysłała list na adres kompleksu. Obudził się, zrozumiał wszystko. Na nowo rozpoczął życie u boku z Martyną. Nawet nie wiecie, jak oni słodko wyglądają. Co u mnie, Harrego i reszty? Dobrze, powiedzmy. Jestem chora, poważnie chora. Jednak wie o tym tylko Harry i Louis, nikt więcej nie jest tego świadom. Miałam operacje usunięcia czerniaka, okazało się, że to rak. Złośliwy, jednak jest maleńka szansa, że uda się zaleczyć chorobę – chociaż na jakiś czas. Nie pokazuje tego, że coś mnie boli. Ukrywam się z braniem leków, a biorę ich naprawdę dużo. Co dwa tygodnie chodzę na kontrolne badania, nie zgodziłam się na hospitalizację, bo wzbudziłabym za duże zainteresowanie moją osobą, a na tym mi nie zależy.
- Domka! Idziemy do miasta?
- jasne Stosio, chodźmy. Przebiorę się i możemy wyjść.
Słonik skinął głową w geście potwierdzający, wyjęłam z szafy szorty, top i sweterek. Szybki look w lustro i byłam gotowa, na nogi naciągnęłam conversy i zeszłam na dół. Martyna już na mnie czekała razem z Louisem i Harrym.
- Uparli się, że chcą z nami iść, więc co robimy?
- kino, spacer, lody?
- może wszystko?
- jasne, czemu nie.
Harry mnie objął i wyszliśmy z domu. W pewnym momencie strasznie źle się poczułam. Zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczami. W uszach zaczęło mi dzwonić, nogi stały się jak z waty. Nie wiedziałam co się stało, straciłam przytomność, ktoś musiał mnie złapać, bo nie upadłam. Wszystko było takie niewyraźne, w oddali zobaczyłam dziadka. Uśmiechał się do mnie, pokazywał gestem, że mam do niego podejść, nie bać się jego. Podeszłam do niego, a on mnie ot tak przytulił. Chciałam coś powiedzieć, ale czułam się tak, jakbym nagle przestała umieć mówić, chodzić. Zrobiło się dziwnie ciemno, widziałam różne twarzy. Rozpoznawałam te osoby, chociaż widziałam je tylko na zdjęciach. To byli zmarli, bliższa i dalsza rodzina. Nasuwało się pytanie. Gdzie jestem, co się ze mną dzieje? Nagle znalazłam się na łące, w oddali widziałam chłopaków, Martynę i jakąś nieznaną mi dziewczyną. Przytulali się. Wołałam do nich, ale tak jakby mnie nie słyszeli, nie widzieli. Przysiadłam się do nich, chciałam wiedzieć o czym rozmawiają.
- jak tam Carls? Dobrze się czujesz?
- tak, bardzo dobrze. Ciąża mi służy, a Harry bardzo mi pomaga.
co? Jaka ciąża o co tutaj chodzi, Harry. Ja tutaj jestem, halo?
- a wy jak tam? Rodzice ze stażem?
- bardzo śmieszne Styles. Wszystko świetnie mamy chwile wolnego, bo moja mama przyjechała, więc dlatego jesteśmy bez Jasona i Dominiki. Maluchy rosną jak na drożdżach, także wiesz.
- mam pytanie. Dlaczego Dominika?
- Dominika to stara znajoma, już jej z nami nie ma.
- a gdzie jest?
- zmarła. Już dawno, stare czasy. Prawda Harry?
- nie mówmy o tym, to było 6 lat temu, nie ma sensu. Było, minęło.
Słucham?! Było minęło? Nie mogę tak tego zostawić, ja muszę żyć. Po prostu muszę żyć, nie mam innego wyjścia. Zrobię wszystko, obiecuję samej sobie, że zrobię wszystko, aby żyć. Jak on mógł o mnie zapomnieć. Po tym wszystkim co razem przeszliśmy, po tym co ja przeszłam przez niego, gdy on zajmował się sobą, zajmował się sławą. Tak łatwo zapomniał o mnie, o naszych planach? Nienawidzę go za  to. Nieważne czy to jest sen, jawa, nie obchodzi mnie to. Wiem że mu to wygarnę. Muszę to zrobić, nie pozwolę sobie na takie traktowanie, po prostu nie pozwolę.

Perspektywa Harrego.
- panie doktorze, czy ona z tego wyjdzie?
- trudno powiedzieć. Doszło do tego najgorszego, przykro mi Haroldzie. Teraz trzeba czekać. Najbliższe dwadzieścia cztery godziny będą decydujące. Monitorujemy ją, możesz z nią zostać, ale tylko Ty. Rozumiesz, przepisy.
- tak, wiem. Dziękuję panie doktorze mimo wszystko.
- Zgłoś się do dyżurki po jakieś koce i poduszki, rozkładany fotel stoi w rogu.
Skinąłem głową w zamiarze podziękowania, chociaż tak naprawdę nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nie skarżyła się na żaden ból, nic nie mówiła. Może nie chciała? Sam nie wiem. Moja wina, że nic nie zauważyłem. Zabiję się, jeżeli ją stracę. Nie umiem bez niej żyć, ona jest moim tlenem, moim sensem życia. Po prostu jest dla mnie wszystkim. Złapałem ją za rękę, moje oczy się zaszkliły. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Wyglądała tak niewinnie, tak blado. Maszyna pikała. Wolałbym usłyszeć bicie jej serca, niż jakąś cholerną maszynę.
- Domka, nie wiem czy mnie słyszysz, ale mam nadzieję, że jednak tak. Obudź się, proszę. Nie zostawiaj mnie. Nie wytrzymam bez Ciebie, prędzej sam się zabiję. Proszę Cię. Jesteś dla mnie wszystkim. Nie rób mi tego, błagam. Zrobię wszystko, abyś ponownie była uśmiechnięta, pogodna i wszystko inne. Kocham Cię. Walcz dla mnie, dla nas, dla naszej WSPÓLNEJ przyszłości.
Rozkleiłem się na dobre, tak cholernie mi źle, że z nią jest niedobrze. Wiem że jej stan nie jest rewelacyjny, ale mam w sobie tę pieprzoną nadzieję na to, że za chwilę się obudzę, że to wszystko okaże się pojebanym koszmarem. Cały czas się szczypie, ale to nic nie daje. Ten koszmar się nie kończy, to wszystko dzieje się naprawdę. Mogę ją stracić. Styles kurwa, ogarnij się. Nie pozwól na to, aby miłość Twojego życia umarła. Nie wiem co się działo potem, chyba zasnąłem.
Harry ja tutaj jestem wiesz? Nie wiem czy jeszcze żyje, czy w połowie umarłam. Słyszę Cię, ale nie jestem w stanie nic odpowiedzieć. Wszystko co powiedziałeś jest przemiłe, naprawdę. Bardzo Cię kocham, zawsze będę Cię kochała. Nieważne co się stanie. Jesteś moim powodem do tego, aby żyć. Obiecuję, że zrobię wszystko, obiecuję, obie.. Obudziłem się. Nie wiedziałem co się dzieje. W Sali było totalnie ciemno, urządzenie dalej pikało. Nikogo nie było, tylko lekkie światło paliło się za szybą. Zapewne pielęgniarki, wstałem aby rozprostować kości, kiedy ktoś złapał mnie lekko za rękę. Spojrzałem w bok, aby zobaczyć, czy to nie ona. Tak, to ona. Podniosłem głos i zacząłem nerwowo wzywać pielęgniarkę, lekarza, kogokolwiek. Drzwi do Sali się otworzyły. Wszedł lekarz z pielęgniarką, usunąłem się na bok. Czego mogłem się spodziewać? Lekarz podszedł w moją stronę.
- najgorsze minęło. Wy budziła się, ale proszę jej nie zamęczać.
- co z nią? Jak się czuje?
- wszystko idzie w dobrym kierunku. Pana modlitwy musiały zostać wysłuchane.
- czy..
- rano zrobimy badania. Proszę się przespać.
- dziękuję.
Lekarz wyszedł z Sali, a ja stałem w miejscu. Patrzyłem na jej bladą twarz, na jej wychudzone ciało. Ta choroba ją zniszczyła. Podszedłem do niej, na jej twarzy gościł lekki uśmiech. Złapałem ją za rękę, wierzch jej dłoni przyłożyłem do własnego policzka, była taka zimna.
- jak się czujesz?
- dobrze, chyba.. ale miałam dziwny sen.
Opowiedziała mi wszystko. Byłem w szoku. Zapewniłem ją, że wszystko będzie dobrze, że nigdy jej nie opuszczę. Trochę się uspokoiła.
- długo tutaj leżę?
- ponad 13h byłaś w śpiączce, myślałem, że tu już koniec.
- wiem, słyszałam jak mówiłeś. Chciałam Ci odpowiedzieć, ale coś mnie blokowało.
- na szczęście już do mnie wróciłaś.
- tak, na szczęście. Gdzie wszyscy?
- siedzą na korytarzu. Zawołać ich?
- Martynę, mam jej sporo do wyjaśnienia. Powiesz chłopakom sam?
- jasne, to idę po Martynę, wrócę za kilka chwil, dobrze?

Perspektywa Domki.
Wszystko było dziwne. Nie chciałam pokazywać przed Harrym, że dalej jestem w strachu. Drzwi do Sali ponownie się otworzyły, zobaczyłam w nich zapłakaną Martyną. Kiwnęłam palcem, aby do mnie podeszła. Ta bez chwili zastanowienia przytuliła mnie do siebie i zaczęła głośno szlochać, a ja razem z nią. Oznaczało to, że wszystko już wie. Louis musiał jej wszystko wyjaśnić. Otarłam wierzchem dłoni łzy z jej policzka. Martyna usiadła w normalnej pozycji, popatrzyła się na mnie i tak jakby chciała coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam jej na to.
- nie mów nic. Przepraszam, że nic Ci nie powiedziałam, ale nie chciałam Cię denerwować. Nie w Twoim stanie. Jesteś w ciąży, a co do Louisa.. on dowiedział się przypadkiem. Wszedł do mojego pokoju w chwili, kiedy płakałam, kiedy okazało się, że mam raka. Obiecał, że nikomu nie powie. Zagubiłam się, rozumiesz? Nie chciałam doprowadzić do takiej sytuacji, ale nie miałam na to wpływu. Przepraszam, cholernie przepraszam.
-shh , nie mów nic. Wszystko już wiem, Louis mi powiedział. Nie gniewam się na Ciebie, ale teraz wszyscy będziemy Cię pilnować. Nawet nie wiesz co tutaj przechodziliśmy, ale na całe szczęście już wszystko wraca do normy, mam nadzieję, że poranne wyniki pokażą, że ten tyfus plamisty już zniknął. Tak samo jak było z Twoją mamą.
- też mam taką nadzieję mała, a teraz idę spać. Jestem strasznie zmęczona. Wróćcie do mnie rano, nie chcę być sama przy wynikach. Zróbcie wszystko aby mnie wypuścili, obiecuję że będę leżeć w łóżku, ale nie w szpitalnym, są strasznie niewygodne.
- jesteś już zdrowa bo marudzisz, śpij dobrze. O dziewiątej do Ciebie wrócimy.
Spojrzałam na wychodząca Martynę, zamknęłam oczy i momentalnie zasnęłam. Nic dziwnego mi się nie śniło, byłam zadowolona. Przydał mi się sen, naprawdę. Byłam wykończona tym wszystkim, jednak sen nie trwał długo. Pielęgniarki obudziły mnie o 5 rano, aby zabrać mnie na badania. Miałam jakieś dobre przeczucie, chociaż mimo wszystko wolałam nie zapeszać.
Badania trwały dwie godziny, wyniki miały być na 10, więc trzygodzinny czas oczekiwania przede mną, ale minęło szybko. Znowu zasnęłam. Jak się obudziłam w Sali było bardzo dużo ludzi. Mam na myśli, że wokół mojego łóżka stworzyło się kółeczko, czyli Martyna, Louis, Harry, Zayn, Liam i Niall z jedzeniem. Otworzyłam szeroko oczo, odchrząknęłam i wszystkie pary oczy skierowały się na mnie.
- ducha zobaczyliście?
- nie, Ciebie. Jak się czujesz?
- dobrze. Był lekarz, są wyniki?
- tak był. Po raku jakby.. nie ma śladu? Jednak dostałaś kilka zaleceń. Możesz dzisiaj wyjść, ale przez najbliższe dziesięć dni masz leżeć łóżku, dostałaś masę witamin, leków osłonowych, kroplówkę raz dziennie, aby wzmocnić odporność organizmu.
- bla bla. Idziemy do domu, proszę?
- NIE DENERWUJ MNIE ! żadne bla bla, kurwa.
- żyła Ci pęknie Stosio, będę miała dobrą ochronę, więc będę o siebie dbać.
- żebyś wiedziała.
Po kilku godzinach znalazłam się w domu, a właściwie w jakimś dziwnym miejscu. Nowy dom, ogromny. Tak jakby miał pięć oddzielnych mieszkań w jednym domu. Nic nie mówiłam, ale cieszyłam się na to, że będziemy wszyscy razem, nie będziemy się cisnąć w jakiejś klitce, że tak to określe. Harold zaniósł mnie na piętro, położył do łóżka. Rozłożył jakieś lekarstwa, jednak mało mnie to obchodziło. Ponownie przytuliłam się do poduszki, tym razem miałem ten sam sen, a właściwie koszmar. Znowu byłam umarła, znowu Harry był z jakąś inną. Co się ze mną dzieje? Boję się samej siebie, swojej wyobraźni, swoich snów. 

3 komentarze:

  1. bardzo ciekawy blog. Podoba mi się twój styl pisania :)
    Powodzenia w pisaniu i życzę dużo weny :)
    Jestem Shadow i też prowadzę blogi o One Direction. Szukam akurat nowych czytelników na bloga, którego niedawno założyłam ; http://see-me-in-the-rain.blogspot.com/
    Jednakże poszukuje czytelników też na tego bloga : http://www.without-you-baby.blogspot.com/
    Myślę, że blogi cię zainteresują. Zapraszam i czekam na twoją opinię na moich blogach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm, ciekawe co oznaczają te sny ; o rozdział świetny, z resztą jak każdy xx(:
    @VasYeah

    OdpowiedzUsuń